• Wpisów: 194
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis: 32 dni temu, 00:00
  • Licznik odwiedzin: 53 187 / 2542 dni
 
errorchan
 
 Umyśliłam sobie zdjęcia z mleczami. Jednak okazało się, że tata w zeszłym roku wytępił wszystkie chwasty z trawnika, więc trzeba było wyruszyć w teren. Szukając odpowiedniej ukwieconej polanki, zawędrowałam do jakiegoś prawdopodobnie porzuconego ogrodu. Dziurawy przerdzewiały płot, zapadnięta szopa i powybijane okna w pobliskim budynku upewniły mnie, że nikt nie będzie mi przeszkadzał.

P1330489.JPG


Niepokoiły mnie tylko odgłosy psów. Byłam blisko parku, więc możliwe było natknięcie się na ludzi wyprowadzających swoich futrzanych podopiecznych.

P1330478mały.jpg


Nagle dostrzegłam jakiś ruch w oddali. Coś niewielkiego biegło wzdłuż płotu. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś mały piesek - a takie bywają najgorsze. Oczyma wyobraźni widziałam, jak wpada na polankę, porywa Victorię w swoje szczęki i odbiega z nią. I już miałam łapać lalkę, by schować ją do torby, gdy zwierzak okazał się kotem. Dużym czarnym kotem o lśniącym futerku.

P1330497.JPG


Powróciłam do robienia zdjęć, jednak czułam się obserwowana. Rozejrzałam się. Siedział pod drzewem wpatrując się we mnie.
P1330491.JPG


Przeszedł mnie dreszcz. Albo widziałam z oddali zieleń jego ślepków, albo sobie to tyko wyobrażałam. Jak na złość, przypomniały mi się opowieści mamy o czarnym psie, którego spotkał dziadek na samotnym spacerze w górach. Wielkim czarnym psie, który odstąpił od niego dopiero po kilku modlitwach i zagrożeniu mu medalikiem w kształcie krzyża (cóż, pochodzę z rodziny o bardzo religijnych korzeniach, więc takie opowieści były na porządku dziennym w domu).  "To kot, nie pies, idiotko. A na dodatek jesteś za stara na takie bajdurzenia" pomyślałam i wróciłam do przerwanego zajęcia.

P1330506.JPG



P1330513.JPG


Gdy po chwili ponownie się rozejrzałam, kota już nie było. Teraz moim największym zmartwieniem była rozładowująca się bateria w aparacie i ubrudzone spodnie.

Nie możesz dodać komentarza.